Stadion się sprawdził. Prawdziwa maszyna do imprez
29.01.2012
, aktualizacja: 30.01.2012 08:25
Akustyka - genialna. Widoki - rewelacyjne. Suszarki do rąk w toaletach - niezawodne jak Terminator. Stewardzi - uprzejmi. Mróz - obezwładniający. Chaos organizacyjny - irytujący, ale przewidywalny. Tak w skrócie można ocenić imprezę otwarcia Stadionu Narodowego.
ZOBACZ TAKŻE
- Wisła-Legia jednak w Warszawie? Od jutra bilety (31-01-12, 14:02)
- Tuż po otwarciu Stadion Narodowy wciąż placem budowy (31-01-12, 09:00)
- Po otwarciu stadionu: zasypać przejście podziemne! (30-01-12, 18:00)
- Magdalena Środa znów krytykuje wydatki na Euro: "Stadion Narodowy to substytut narodowej wojny" (30-01-12, 17:37)
- Mecz otwarcia na Narodowym zagrożony? Decyzja w piątek (30-01-12, 16:28)
- "Piękno nie potrzebuje terminów": niemiecka prasa zachwycona Stadionem Narodowym (30-01-12, 16:22)
- Mróz ściska. Miasto ustawia koksowniki na przystankach (30-01-12, 14:32)
- Kuszą: "Wynajmij mieszkanie kibicom na Euro. Zarobisz" (30-01-12, 10:00)
- Radni wybrali bilety na Euro. PiS idzie na Polska-Rosja (26-01-12, 08:00)
GALERIA ZDJĘĆ
- Otwarcie stadionu. Tłumy, fajerwerki i korki [ZDJĘCIA] (29-01-12, 17:00)
- Zaczęło się od demolki. Jak powstał Narodowy [ZDJĘCIA] (28-01-12, 07:00)
Rewizja rewizją, ale Polak potrafi - mruga okiem 19-letni Piotr Biernacki pociągając łyk piwa w puszce przemyconego w rękawie puchowej kurtki. Trudno mu robić wyrzuty - przyjechał aż z Bemowa, a choć przy huraganie skocznych ukraińskich melodii zespołu Haydamaky nogi rwą się do przytupywania, to na stadionie i tak jest zimno.
Piotr wiedział, że alkoholu na stadion wnosić nie można. Ale tego, że nie wolno wnosić także profesjonalnych aparatów fotograficznych ludzie przybyli na otwarcie Stadionu Narodowego nie wiedzieli, no bo skąd. Przed imprezą organizator tego nie powiedział, więc nie napisały o tym gazety i nie mówiono o tym w radiach. - Na imprezy masowe i koncerty nigdy nie można wnosić profesjonalnego sprzętu. Regulamin imprezy wszystko reguluje, był i jest na naszej stronie internetowej - Daria Kulińska, rzeczniczka operatora Stadionu Narodowego udawała, że problemu nie ma. Jasne. Każdy wybierając się na darmową imprezę najpierw punkt po punkcie przeczytałby regulamin. W sumie dziwne, że po pierwszych kwadransach służbistości ochroniarze zaczęli patrzeć na aparaty przez palce i wpuszczali wszystkich jak leci.
Saska Kępa w czasie otwarcia Stadionu miała być zamieniona niemal w twierdzę. Nie przyjeżdżajcie samochodami - apelował ratusz przed imprezą. Ogromna większość posłuchała. Setki ludzi wysypywały się co chwila na rondzie Waszyngtona z autobusów i tramwajów. - Warszawiacy przekonali się do komunikacji. Przed chwilą słyszałem rozmowę, że tylko idiota wybrałby samochód w drodze na stadion - stwierdził Andrzej Franków, wicedyrektor Zarządu Transportu Miejskiego.
Jednak nie do końca udało się obronić Saską Kępę. Większość wjazdów na osiedle była wprawdzie pilnowana przez straż miejską i policję, ale niektórymi uliczkami można było się tam dostać. Samochody zastawiły np. chodniki i trawniki na wąskiej ul. Dąbrówki. Niektórzy mieszkańcy denerwowali się, że nie mogą wyjechać z posesji. Jeden z nich sam w końcu ustawił barierkę z zakazem ruchu, ale straż go zdemontowała.
Pierwsze 40 tys. ludzi wchodzących na stadion dostawało pamiątkowe bilety. Trzeba było je skasować w czytnikach optycznych uruchamiających automatyczne kołowroty. To jeden z elementów bezpieczeństwa, do którego obawy zgłaszała policja. Niepotrzebnie, czytniki i kołowroty działają bez zarzutu. Tylko, że nie wszyscy wiedzieli, jak z nich korzystać. Niejeden widz utknął między kratami i musiał wzywać na pomoc stewarda.
Po wejściu na stadion tylko nieliczni przeciskali się pod scenę na płycie boiska. Zgromadził się tam góra kilkutysięczny tłum. Zmieściłoby się tam dziesięć razy tyle ludzi, więc z góry wyglądali, jakby ktoś pacnął łyżkę kaszy na duży talerz. A właśnie na samą górę, na najwyższe rzędy trybun wchodziła większość zwiedzających. - Ja cie, jaki widok! Łaaał! Roman, trzymajże mnie, przecież tu jest wysoko! - słychać było co chwila w przejściu na szczycie trybun. Ludzie pożyczali sobie biało-czerwone szaliki reprezentacji i robili setki zdjęć ze stadionem w tle.
Muzycy robili, co mogli, żeby rozruszać zziębniętych ludzi. Huragan melodii wypełniał gigantyczną misę stadionu, nie sposób było nie podrygiwać do rytmu. Na scenie wystąpiły m.in. zespoły Voo Voo, T.Love ze Stanisławem Soyką oraz Lady Pank, udowadniając świetną akustykę stadionu. -Dziękuję, to był zaszczyt otworzyć z wami Stadion Narodowy! - krzyknął na zakończenie imprezy Jan Borysewicz. Echo jego słów jeszcze nie skończyło odbijać się po trybunach, a ludzie już rzucili się do wyjść, śpiesząc się na zapowiadany na godz. 20 pokaz sztucznych ogni nad stadionem. Stadion opustoszał w zaledwie nieco ponad kwadrans, a i to tylko dlatego, że wielu ludzi ociągało się, robiąc pamiątkowe zdjęcia. Próba ewakuacji przebiegła bez zarzutu. To był jeden z głównych powodów zorganizowania imprezy otwarcia stadionu w mroźny styczniowy dzień.
Ciżba ludzi wyległa na most Poniatowskiego. Fajerwerki się spóźniły o ponad kwadrans, zmarznięci ludzie kilka razy zdążyli z niezadowoleniem gwizdać. Ale potem klaskali, bo sztuczne ognie były naprawdę imponujące. - Ale krótkie. Tyle staliśmy a tu już po wszystkim - marudził po sześciominutowym pokazie siedmioletni Janek Jabłoński, który z rodzicami przyjechał na stadion z Mokotowa.
Po imprezie w korku stanęła Wisłostrada, bo wielu ludzi zostawiło samochody na Powiślu. Do autobusów trzeba było wbijać się na siłę. Ale wystarczyło zdecydować się na kilkunastominutowy spacer na piechotę, żeby dotrzeć w rejony, gdzie komunikacja miejska była już luźniejsza.
Piotr wiedział, że alkoholu na stadion wnosić nie można. Ale tego, że nie wolno wnosić także profesjonalnych aparatów fotograficznych ludzie przybyli na otwarcie Stadionu Narodowego nie wiedzieli, no bo skąd. Przed imprezą organizator tego nie powiedział, więc nie napisały o tym gazety i nie mówiono o tym w radiach. - Na imprezy masowe i koncerty nigdy nie można wnosić profesjonalnego sprzętu. Regulamin imprezy wszystko reguluje, był i jest na naszej stronie internetowej - Daria Kulińska, rzeczniczka operatora Stadionu Narodowego udawała, że problemu nie ma. Jasne. Każdy wybierając się na darmową imprezę najpierw punkt po punkcie przeczytałby regulamin. W sumie dziwne, że po pierwszych kwadransach służbistości ochroniarze zaczęli patrzeć na aparaty przez palce i wpuszczali wszystkich jak leci.
Saska Kępa w czasie otwarcia Stadionu miała być zamieniona niemal w twierdzę. Nie przyjeżdżajcie samochodami - apelował ratusz przed imprezą. Ogromna większość posłuchała. Setki ludzi wysypywały się co chwila na rondzie Waszyngtona z autobusów i tramwajów. - Warszawiacy przekonali się do komunikacji. Przed chwilą słyszałem rozmowę, że tylko idiota wybrałby samochód w drodze na stadion - stwierdził Andrzej Franków, wicedyrektor Zarządu Transportu Miejskiego.
Jednak nie do końca udało się obronić Saską Kępę. Większość wjazdów na osiedle była wprawdzie pilnowana przez straż miejską i policję, ale niektórymi uliczkami można było się tam dostać. Samochody zastawiły np. chodniki i trawniki na wąskiej ul. Dąbrówki. Niektórzy mieszkańcy denerwowali się, że nie mogą wyjechać z posesji. Jeden z nich sam w końcu ustawił barierkę z zakazem ruchu, ale straż go zdemontowała.
Pierwsze 40 tys. ludzi wchodzących na stadion dostawało pamiątkowe bilety. Trzeba było je skasować w czytnikach optycznych uruchamiających automatyczne kołowroty. To jeden z elementów bezpieczeństwa, do którego obawy zgłaszała policja. Niepotrzebnie, czytniki i kołowroty działają bez zarzutu. Tylko, że nie wszyscy wiedzieli, jak z nich korzystać. Niejeden widz utknął między kratami i musiał wzywać na pomoc stewarda.
Po wejściu na stadion tylko nieliczni przeciskali się pod scenę na płycie boiska. Zgromadził się tam góra kilkutysięczny tłum. Zmieściłoby się tam dziesięć razy tyle ludzi, więc z góry wyglądali, jakby ktoś pacnął łyżkę kaszy na duży talerz. A właśnie na samą górę, na najwyższe rzędy trybun wchodziła większość zwiedzających. - Ja cie, jaki widok! Łaaał! Roman, trzymajże mnie, przecież tu jest wysoko! - słychać było co chwila w przejściu na szczycie trybun. Ludzie pożyczali sobie biało-czerwone szaliki reprezentacji i robili setki zdjęć ze stadionem w tle.
Muzycy robili, co mogli, żeby rozruszać zziębniętych ludzi. Huragan melodii wypełniał gigantyczną misę stadionu, nie sposób było nie podrygiwać do rytmu. Na scenie wystąpiły m.in. zespoły Voo Voo, T.Love ze Stanisławem Soyką oraz Lady Pank, udowadniając świetną akustykę stadionu. -Dziękuję, to był zaszczyt otworzyć z wami Stadion Narodowy! - krzyknął na zakończenie imprezy Jan Borysewicz. Echo jego słów jeszcze nie skończyło odbijać się po trybunach, a ludzie już rzucili się do wyjść, śpiesząc się na zapowiadany na godz. 20 pokaz sztucznych ogni nad stadionem. Stadion opustoszał w zaledwie nieco ponad kwadrans, a i to tylko dlatego, że wielu ludzi ociągało się, robiąc pamiątkowe zdjęcia. Próba ewakuacji przebiegła bez zarzutu. To był jeden z głównych powodów zorganizowania imprezy otwarcia stadionu w mroźny styczniowy dzień.
Ciżba ludzi wyległa na most Poniatowskiego. Fajerwerki się spóźniły o ponad kwadrans, zmarznięci ludzie kilka razy zdążyli z niezadowoleniem gwizdać. Ale potem klaskali, bo sztuczne ognie były naprawdę imponujące. - Ale krótkie. Tyle staliśmy a tu już po wszystkim - marudził po sześciominutowym pokazie siedmioletni Janek Jabłoński, który z rodzicami przyjechał na stadion z Mokotowa.
Po imprezie w korku stanęła Wisłostrada, bo wielu ludzi zostawiło samochody na Powiślu. Do autobusów trzeba było wbijać się na siłę. Ale wystarczyło zdecydować się na kilkunastominutowy spacer na piechotę, żeby dotrzeć w rejony, gdzie komunikacja miejska była już luźniejsza.
-
Narodowy bez nagrody. Przegrał z gdańskim stadionem
-
Skarga w sprawie trawy na Stadionie Miejskim odrzucona
-
Snajperzy będą strzegli kibiców podczas Euro 2012
-
Obwodnice Poznania: Pojedziemy 4 czerwca!
-
Poznańska odpowiedź na Koko Euro Spoko! Posłuchaj
-
Iluminacja stadionu na Euro: lampion bez lamp
-
Z lotniska na Narodowy w pół godziny. Już 1 czerwca!


więcej zdjęć

